czwartek, 6 października 2016

Od Rose CD. Ryan

- Czemu mnie nie budziłeś ?
- Nie było potrzeby. Słodko spałaś, nie ma czasu wracamy.. - beszczelny się zaśmiał
Jacob i Sam wstali przeciągając się. Wskoczyliśmy na nich i ruszyliśmy do kolonii.
Kiedy byliśmy prawie na miejscu poprosiłam Jacoba żeby się zatrzymał. Ryan i Sam patrzyli niezrozumiale.
- Tutaj muszą nas zostawić. Jeżeli ktoś ich zobaczy nie będą mile widziani.
Dla innych to są mutanty.. 
Zeszłam z grzbietu i pogłaskałam wilkołaka.
- Do zobaczenia, ale wątpię że pan Bielokow będzie jeszcze chciał iść ze mną na jakiś wypadzik. - zaśmiałam sie ale starałam sie mówić cicho żeby ludzie którzy patrolują mnie nie słyszeli. - Cześć Sam. - poszłam w stronę muru, Ryan szedł za mną. - Mam do Ciebie jedną prośbę.
- Ty, prośbę ? - syknął
- Wspomnij o tej zamianie, że ją zaproponowałam.
- Jak dobrze zrozumiałem chodzi Ci o to kto dowodził..
- Ta. - odparłam krótko.
- Przecież ja nie owijam w bawełnę.
- Mówię tak dla jasności.
- I jeszcze jedno... chciałabym żebyś zmienił to ze zemdlałam po tym jak wzięłam leki.
- Nie zrobię tego.
- Proszę. - zatrzymałam sie i spojrzałam mu w oczy. - Powiedz tylko że zemdlałam z powodu rany. Proszę.
Zmierzył mnie.
- Pomyślę nad tym.
- Proszę...
Byliśmy już zza pierwszym murem, drugim, trzecim, czwartym, kwatera.
Wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka.
Ludzie patrzyli się na mnie jak na zjawę. Czułam te wzroki wbijające się we mnie niczym ostre kolce. Nagle usłyszałam trzask otwieranych drzwi, a na korytarz wszedł Norman Lane.
Stanęłam na baczność czując przypływający niepokój kiedy zmierzył mnie i Ryan'a wzrokiem.
- Przyszliśmy - zaczęłam - złożyć rapo.. - nie dał mi dokończyć tylko podszedł do mnie i złapał za ramiona.
Syknęłam kiedy ścisnął moje lewe ramię.
- Zrób tak jeszcze raz, a dostaniesz urlop na miesiąc ! - warknął, ale nagle uśmiechnął się. - Cieszę się że was widzę. - podszedł do Ryan'a i podał mu dłoń, a on ją uścisnął.
- Mówiłem żeby pan się nie martwił. Moja siostra to kawał bardzo twardego, właściwie spalonego mięcha. - wtrącił się Kyle stojący zza Lane'm. - Chodź tu. - podszedł i mnie uścisnął.
Rana zabolała mocniej.
- Muszę złożyć raport Szefie.
- Odpocznijcie. - odparł.
- Teraz. - nalegałam.
- Rose.
- Panie Lane, proszę.
Westchnął głośno.
- Jesteś pracoholiczką.
- Mówił mi już to pan.
- Chodźmy do biura. Porozmawiam z każdym z was osobno. Najpierw Rose.
Poszłam za nim do biura i zaczęłam mówić dokładnie wszystko co się działo, oprócz tego że zemdlałam z powodu leków. Powiedziałam że to z powodu zadanej mi rany ale już wszystko okej. Lider wysłał mnie do Heard na przegląd, a później miałam iść prosto do pokoju i tak zrobiłam. Obawiałam się tylko jednego. Że Ryan powie dlaczego tak naprawdę zemdlałam..

Byłam już po gorącym prysznicu. To cudowne uczucie. Rana oczywiście piecze, ale oprócz brania leków przeciw bólowych nic nie mogę poradzić.
Susząc włosy ręcznikiem wyszłam na balkon żeby zapalić. Wdychając dym ogarniał mnie spokój. Znów byłam tą Rose którą chciałam być. Którą musiałam być. Wredną bezlitosną suką.

<Ryan?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

1. Proszę nie obrażać członków bloga.
2. Jeżeli należysz do bloga, proszę o podpisywanie się imieniem i nazwiskiem swojej postaci.
3. Wulgarne komentarze będą usuwane.