Nie podobało mi się jego podejście, wiedziałam, że tak czy
owak, będziemy musieli udać się do liderów po pełną zgodę. Usiadłam, by włożyć
i zawiązać drugiego glana.
- Powiesz mi dzisiaj czy nie?! – warknął głośno kierując
głowę w moją stronę. Nie wytrzymałam.
- Przestań tak na mnie naskakiwać do cholery! –
wyprostowałam nogi. Usłyszałam jak wszystkie moje kłykcie strzeliły głośno.
Chłopak zmieszał się odrobinę, choć z jego twarzy nie mogłam wyczytać nic
innego, oprócz złości. Po chwili wyprostował się i podszedł, niemalże podbiegł
do mnie.
- Nie dam Ci iść samej, nie poza kolonie. –rzekł stanowczo.
- Czemu się tak zachowujesz?! Nawet mnie nie znasz Andrew!
- An!. – poprawił mnie, a na czole wyskoczyła mu pulsująca
żyłka.
- Będę mówić jak mi się będzie podobało. – fuknęłam. W jednej
chwili znalazłam się w kompletnie innym miejscu. Chłopak przygniatał mnie swoim
Torsem do ściany tuż przy drzwiach, zaś na ramionach zaciskał mocno swoje
dłonie. Był tak blisko, że czułam jego ciepły oddech na swojej szyi. Przeszedł
mnie zimny, lecz miły dreszcz. Wpatrywał się w moje oczy, jakby usiłował
znaleźć w nich cokolwiek przydatnego.
- Przestań. – szepnął. – Przestań grać taką obojętną i
zimną.
- Nie gram. Nie podoba mi się twoje podejście i zachowuje
się całkiem normalnie. Chyba postawiłeś mnie w zbyt barwnym świetle.
- Kłamiesz. Łżesz jak z nut, widzę to w twoich oczach. Nie chcesz mnie przy sobie – trudno. Będziesz
na to skazana bo nigdzie beze mnie nie pójdziesz.
- Zobaczymy. – mruknęłam. Chłopak powoli odsunął się ode
mnie, po czym wrócił z powrotem do swojej szafki. Zarzuciłam na plecy kurtkę, a
po chwili też plecak.
- Idę porozmawiać z Liderami co do wyprawy, jeśli się
zgodzą..
- Sam porozmawiam z Lane’em..
- Jak sobie chcesz. – zamknęłam drzwi i ruszyłam prosto do
pokoju liderów. Na moje szczęście, na miejscu zastałam wszystkich. Dokładnie omówienie planu nie trwało długo, Lane
jak zwykle wytłumaczył mi jak pięciolatce, co mam robić w sytuacji zagrażającej
życiu. No tak, najlepszy tropiciel udziela najlepszych rad w kierunku swojej
profesji. Harper wręczył mi jakiś pistolet, był wielki i niewygodnie leżał w
dłoni. A Marlowe? Ta zmierzyła mnie tylko wzrokiem. Wychodząc z Sali wpadłam na
wyposażonego już Andrew’a.
- Moja kolej, tylko poczekaj na mnie! – Rzekł z uśmiechem. Ja tylko stanęłam pod ścianą i
czekałam. Po około godzinie drzwi powtórnie się otworzyły.
- Jak mówiłem, jesteś na mnie skazana. – wyszczerzył się.
- Niestety.- sapnęłam w odpowiedzi.
- To jaki jest cel wszystkiego?
- Jak zwykle, zbadanie terenu, flory i fauny. Musimy również
znaleźć jakiekolwiek oznaki po Tomie.
An?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
1. Proszę nie obrażać członków bloga.
2. Jeżeli należysz do bloga, proszę o podpisywanie się imieniem i nazwiskiem swojej postaci.
3. Wulgarne komentarze będą usuwane.