- Nie wiem. - orzekła spoglądając mi w oczy. Jej były zeszklone.
Usiadłem koło niej i bez ostrzeżenia przytuliłem ją sprawdzająć jej czoło.
Gorączka to mało powiedziane.
- An ! - zawołał Kyle
- Andrew..- Erica
Wyprostowałem się i spojrzałem w prawą stronę gdzie znajdowały się drzwi. Widziałem tylko dwójkę i Dakote którą akurat zajmował się mój przyjaciel. Rose była akurat na zwiadach dlatego mogłem uniknąć typowego "Drewo daj spokój". Westchnąłem i machnąłem do nich ręką sygnalizując żeby poszli do naszego czerwonego stolika.
- Hailey. Wypij to do końca i odprowadzę Cię do pokoju, ale zahaczymy po drodze do Heard.
- Nie trzeba..
- Nie dasz rady. - przerwałem jej.
Poczekałem aż skończy swój zastrzyk kofeiny.
Kazałem jej złapać się za ramię ale od mówiła. Kontrolowałem jej każdy krok. Nie pośpieszałem jej, lecz w końcu nie wytrzymałem i wziąłem ją w ramiona.
- Andrew.. - syknęła zachrypniętym głosem.
Zignorowałem ją. Kiedy wszedłem do gabinetu, Heard spojrzała na nas z ogromnym zdziwieniem.
- Ona ma poważną gorączkę. - postawiłem ją na nogach asekurując. Usiadła na wskazanym miejscu przez Marlowe. - Ona nie może iść na misję. Jest poważnie chora.
- Wyjdź. - powiedziała tylko.
- Panno Heard ? - przyjrzałem się jej.
- Masz wyjść. Muszę ją zbadać.
- Dobrze. - zrobiłem to niechętnie.
Czekałem przed gabinetem. Po paru minutach wyszła Hailey, a Marlow kazała mi wejść. Prosiłem Hailey żeby zaczekała ale mówiła że nie może. Że już wraca. Nie byłem z tego zadowolony.
- Panie Tree. Powiem prosto z mostu. - nie odezwałem się. - Ma pan zostawić pannę O'Conner w spokoju.
- O czym pani mówi Martwię się.
- To proszę się nie martwić. Nasi członkowie przechodzili gorsze problemy niż poważna gorączka.
- Ona nie może iść na misję. - zacząłem
- Proszę przestać.
- Jest poważnie chora. - zignorowałem ją i kontynuowałem - Może nada się ktoś inny ? Mogę nawet ja iść.
- Andrew Tree proszę przestań.
Wkurzyłem się.
- To że nienawidzi pani Normana Lane'a, lidera mojego klanu, ale również Chrissa Harpera z Dark Ash, to nie oznacza że może pani tak ograniczać kontakty członków innych klanów ze swoimi ! - warknąłem. - Jeżeli będzie taka potrzeba sam pójdę za nią na tą misję. - wyszedłem trzaskając drzwiami.
Zdążyłem dogonić Hailey. Widziałem jak już się toczy po tym korytarzu.
- Który numer pokoju ? - spytałem łapiąc ją pod ramię.
- Siedem.. - podała mi klucz
Zaprowadziłem ją do pokoju,
- Przebierz się w łazience. Ja tu na Ciebie poczekam.. - odparłem - i nie ma żadnego 'ale' - dodałem
Zrobiła to co powiedziałem i usiadła na łóżku.
- Poczekam tu jeszcze z piętnaście minut. Spokojnie nic Ci nie zrobię. - uspokoiłem ją. - Jeżeli w nocy będzie się coś dziać zostawię Ci swój numer na stoliku nocnym. - uśmiechnąłem się delikatnie.
Usiadłem koło niej i przytuliłem.
- Co ty robisz ? - spytała
- Ja tam jak sie źle czuję to się lubię przytulać. - odparłem z uśmiechem. - Pomaga.
Nie odezwała sie. Puściłem ją.
- Poczekam puki nie zaśniesz okej ?
<Hailey?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
1. Proszę nie obrażać członków bloga.
2. Jeżeli należysz do bloga, proszę o podpisywanie się imieniem i nazwiskiem swojej postaci.
3. Wulgarne komentarze będą usuwane.